☆IMAGIN Z LIAM'em☆
Kolejny dzień w twoim domu zapowiadał się tak samo jak każdy. Rodzice znów się kłócili, a powodem ponownie byłaś Ty. Czasami miałaś już tego dość, bo o co by nie szło temat i tak na koniec był o Tobie.
Rodzice weszli do twojego pokoju bez żadnego pukania i stanęli przy twoim łóżku, na którym teraz siedziałaś.
– Pakuj się. – ostry głos ojca przyprowadził Cię o nieprzyjemne dreszcze.
– Jak to mam się pakować? – spytałaś zdezorientowana patrząc na rodziców.
– Powiedziałem pakuj się i wypierdalaj z tego domu! – warknął, łapiąc cię za włosy i podnosząc z łóżka.
Byłaś przyzwyczajona do tego, że ojciec czasami używa wobec ciebie przemocy, ale i tak za każdym razem tak samo Cię to bolało. Łzy same nabrały ci się do oczu. Patrzyłaś przerażona na swoją matkę. Ona jedynie patrzyła na ciebie swoim wzrokiem, któremu trudno było się sprzeciwić.
Byłaś załamana. Przecież nie miałaś się gdzie podziać, za co żyć.
– Zaczniesz się pakować, czy będziesz tak stała i się gapiła?! – kolejne warknięcie ojca sprowadziło cię na ziemię. Podeszłaś do szafy, z której wyciągnęłaś dwie walizki i zaczęłaś pakować swoje ciuchy, jak i te potrzebne rzeczy.
– Nie mamy już pieniędzy by opłacać wszystkie twoje zachcianki. Kosztujesz stanowczo za dużo. Masz już 18 lat, znajdziesz sobie mieszkanie, pracę i zaczniesz pracować na siebie. – twoja matka odezwała się zaraz po tym jak ty skończyłaś się pakować.
– Pomyśleliście może za co ja zapłacę na mieszkanie? Nie mam nic, a wy wyrzucacie mnie tak po prostu z domu. – szepnęłaś, ścierając łzy lecące ci po policzkach.
– Jesteś już na tyle odpowiedzialna, że sobie znajdziesz robotę i zarobisz sobie. Co myślałaś? Że przez całe życie to my będziemy cię utrzymywać? – roześmiał się. – Przykro mi, ale dobroć się skończyła. Pora wkroczyć w dorosłe życie i zobaczyć jak to jest.
Nie chciałaś już ich słuchać. Chwyciłaś swoją skarbonkę, gdzie była dość spora suma, bo zbierałaś pieniądze od dziecka. Schowałaś ją do plecaka i wyszłaś razem z walizkami na zewnątrz. Od tej pory zaczęło się dla ciebie nowe życie.
Cały dzień spędziłaś na chodzeniu po mieście. Szłaś tam, gdzie nogi cię niosły. Dziś wiedziałaś, że noc spędzisz na ulicy. Nie chciałaś wydawać całej kasy na hotel. Usiadłaś na ławce przed jakimś budynkiem i schowałaś twarz w dłonie. Przypomniałaś sobie, że twoja przyjaciółka ma wolny pokój i może by cię przyjęła pod dach na kilka dni. Jednak kiedy wyjęłaś telefon z kieszeni wszystkie nadzieje sobie poszły. Był rozładowany, a ładowarkę zostawiłaś w domu, chociaż i tak nie miała byś gdzie jej podłączyć.
Ludzie wychodzący z budynku, patrzyli na ciebie i śmiali się. Starałaś się to olewać, ale trudno ci było. Deszcz lunął a ty dalej siedziałaś. Było już grubo po północy. Położyłaś się na ławce i zamknęłaś oczy. Twoje łzy mieszały się z deszczem, ale smutek jednak nie chciał tak szybko spłynąć jak one. Kiedy z wykończenia zaczęłaś zasypiać, ktoś poklepał cię po ramieniu. Z westchnieniem otworzyłaś oczy i zmusiłaś siebie, by usiąść. Przed Tobą stał wysoki, szatyn. Patrzył na ciebie, a w jego oczach dosłownie kroił się smutek.
– Można? – zapytał, wskazując na miejsce obok Ciebie.
Kiwnęłaś głową uważnie na niego patrząc. Zdawało ci się, że kiedyś widziałaś już gdzieś tą twarz, ale jednak nic nie mogłaś sobie przypomnieć. Jedyne co przychodziło ci do głowy, to, że twój stary i dobry przyjaciel wyglądał podobnie.
– Życie jest do dupy, co? – spojrzał w twoją stronę, a w jego oczach pojawiły się łzy, które zaczęły pomału spływać po jego policzkach. – Nie myślałem, że coś takiego może mnie spotkać. Kurczę, jaki ja byłem głupi! – roześmiał się.
Patrzyłaś na niego i nie wiedziałaś co masz zrobić ani mówić. Jednak widziałaś, że jemu potrzebna jest pomoc, jakieś wsparcie.
– Spokojnie. Może najpierw powiesz co się stało? – poprosiłaś spokojnie.
Jego oczy ponownie skierowały się w twoją stronę. Widząc w nich ten smutek automatycznie i tobie zachciało się płakać.
– Wiesz co to miłość? – zapytał, a kiedy ty kiwnęłaś twierdząco głową kontynuował. – Miałem dziewczynę od 3 lat. Dziś miałem się jej oświadczyć. Wiesz, ja ją kochałem na prawdę. Ona co chciała to miała. Harowałem całymi dniami, by tylko kupić jej to wszystko. I wiesz co? Okazało się, że od 2 lat ona ma kogoś innego, a ja byłem jej zabawką, od której można było wszystko wyciągnąć. Nie mówiąc już o tym ile pieniędzy jest mi winna. - odwrócił głowę w inną stronę.
– Na pewno to nie prawda... – położyłaś swoją dłoń na jego ramieniu.
– Sama mi to powiedziała. Niecałą godzinę temu... Ale mniejsza z tym. A Ty? Co tu robisz?
– Ona na ciebie nie zasługiwała. Była zwykłą, podłą szmatą nic więcej. Nie przejmuj się takimi. Ja wiem. 3 lata razem, a ona cię zdradziła. To bolesne, ale czy warto wylewać na nią łzy? Czy warto zaprzątać sobie nią głowę? Skoro to zwykła suka, to nie myśl o niej. Wiem, że to trudne, ale spróbuj. – przytuliłaś go, ignorując pytanie związane z tobą.
– Próbuje cały czas, ale to nie wychodzi. Ja po prostu ją kochałem... – odwzajemnił uścisk. – A teraz, powiesz mi w końcu co ty tu robisz? Jest środek nocy, a Ty leżysz na ławce, a obok Ciebie walizki.
Westchnęłaś. Ale, skoro on otworzył się przed tobą i teraz znasz jego problem, to sprawiedliwie będzie, jeśli on pozna twój.
Opowiedziałaś mu wszystko. Od A do Z. Był zszokowany, a ty mało co nie wybuchłaś śmiechem widząc jego minę.
– Dziewczyno, przecież to... to okropne. Żeby własne dziecko tak z domu wywalić?
– Od urodzenia mieli coś do mnie. Da się przyzwyczaić. Nie raz spędzałam noce u koleżanek, bo po prostu wywalali mnie z domu, a jak na następny dzień wracałam były nie mniejsze kłótnie, niż dnia poprzedniego. Więc widzisz, moje życie już jest zdane na porażkę. – wzruszyłaś ramionami. – A... mogę wiedzieć jak masz na imię? Bo zdaje mi się jakbym gdzieś już cię widziała. – zapytałaś w końcu.
– Liam.Liam Payne – przedstawił się. – I serio? Bo w sumie i mnie zdaje się jakbym już gdzieś cię widział.
– Zaczekaj... – zaczęłaś uważnie analizować to co usłyszałaś. – Liam? – spytałaś dla upewnienia się. Wstałaś, kiedy kiwnął twierdząco głową. – Gdzieś ty był przez te wszystkie lata?! – krzyknęłaś i wtuliłaś się w niego z całej siły.
– Czeeeeekaj. Nie kminie... – dziwnie na ciebie patrzył.
– Głuptasie to ja! Nathalie! – zaśmiałaś się patrząc na niego.
– Nathalie?! – wywalił na ciebie oczy i odsunął się nieco od ciebie, uważnie się tobie przyglądając. – No młoda... nie powiem, zmieniłaś się i to jak. – zagwizdał.
– Ty też łyżeczko . – zaśmiałaś się i go poczochrałaś. – Powiem ci, że w zaroście i garniaku to ciacho z ciebie jak... mrrrr.
– Dobrze wiesz, że nie znoszę jak mówisz na mnie łyżeczko! – wstał i podszedł do ciebie. – Zginiesz! – zaczął cię ganiać dookoła ławki.
Śmiechu było nie mało. Przy nim całkowicie zapomniałaś o tym, co wydarzyło się kilka godzin temu. Cieszyłaś się jak nigdy.
Oczywiście, Liam zawiózł twoje rzeczy do siebie, a potem razem pojechaliście do klubu niedaleko. Bawiliście się świetnie i to główie przez ilość wypitego alkoholu, którego z każdą godziną przybywało. W pewnym momencie Liam pociągnął cię w jeden z najciemniejszych korytarzy w klubie. Byłaś ciekawa bo będzie dalej, więc bez sprzeciwów szłaś za nim. Usłyszałaś charakterystyczny dźwięk otwieranych drzwi i mocne pociągnięcie Liama. Chwilę później znalazłaś się w jakimś pokoju, a naprzeciwko ciebie stał uśmiechnięty od ucha do ucha Payne. Zanim zdążyłaś spytać o co chodzi, przycisnął cię do ściany i zaczął namiętnie całować.
Z racji tego, że wypiłaś ciut za dużo i nie za bardzo kontaktowałaś ze światem, odwzajemniałaś każdy jego pocałunek. Musiałaś przyznać, że James dobrze całował. Z każdym kolejnym pocałunkiem między wami było coraz namiętniej. Jego ręce wędrowały po całym twoim ciele. Przyjemne dreszcze pojawiały się za każdym razem, kiedy tylko ręce Maslowa dotykały twojej skóry. Usta Liama zaczęły całować twoją szyję. Odchyliłaś głowę nieco do tyłu, by ułatwić mu sprawę i zamknęłaś oczy rozkoszując się tym wszystkim. Czasem musiałaś cicho jęknąć, bo Liam jak na złość całował twoje najwrażliwsze miejsca.
Między wami robiło się coraz goręcej. Ściągnęłaś koszulę Liama i rzuciłaś ją gdzieś w kąt pokoju. Liam postąpił tak samo z twoją bluzką. Małymi krokami szliście w stronę łóżka, które po ciemku trudno było wam znaleźć bo co chwila wpadaliście na jakieś szafki, lub potykaliście się o swoje nogi. Cudem odnalazłaś lampkę i kiedy znalazłaś włącznik, w pokoju rozbłysło bladożółte światło. James popchnął cię na łóżko i sam położył się na tobie, przesuwając was.
Po chwili wasza bielizna leżała gdzieś na drugim końcu pokoju, a wy pieściliście swoje ciała nawzajem. W pewnym momencie coś cię oświeciło i zepchnęłaś z siebie Liama.
– Liam,ja… nie mogę. Jesteś dla mnie przyjacielem, nic więcej. Ja przepraszam, ale nie mogę… – szybko wstałaś i zebrałaś swoje rzeczy, po czym ubrałaś się i szybko wyszłaś z pomieszczenia. Słyszałaś za sobą krzyki Liama, ale nie chciałaś po prostu dłużej z nim być. Wiedziałaś, że dla ciebie było by to za duże ryzyko.
Pojechałaś do domu szatyna, a stamtąd zabrałaś swoje walizki. Pojechałaś taksówką do domu swojej koleżanki. Miałaś tylko nadzieję, że cię przyjmie. I tak też się stało. Zostałaś u niej na parę tygodni. Od tamtego czasu James nie kontaktował się z tobą. Ty znalazłaś dobrą pracę. Po roku kupiłaś dom we Włoszech. Przeprowadziłaś się tam. Od tamtej pory zaczęłaś nowe, lepsze życie.
To kolejny imagin mysle ze sie spodobal.Jesli chcecie imaginy na zamowidnie to pisac.
★Tomlinsonowa★

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz