Pewien czas temu gdy zaczelam pisac z Martyną, tej samej nocy przysnil mi sie sen i poslanowilam go napisac i wgl. Gdy skoncze Fireproof to zaloze nowego i on bedzie poswiecony wlasnie temu opowiadaniu. Daje go poniewaz chciala bym wiedzieć, czy byscie go sledzili i czy przypadl wam do gustu taki klimat.
Milego czytania
~~~~~~~~~~
1
Chyba nikt z nas, a przynajmniej ci którzy mają w życiu dobrze, nie wie co tak naprawdę oznacza ból... Czasem słabi płaczemy gdy boli nas ząb, albo pokłócimy się z przyjacielem i narzekamy, że tylko my mamy takiego pecha. Samolubni nie pomyślimy, że niektórzy cierpią bardziej, a nasze problemy w porównaniu z nimi, nic nie znaczą...
‡‡‡‡‡‡‡‡‡‡‡‡‡‡‡‡‡‡‡‡‡‡‡‡‡‡‡‡‡
Trafiłam do sierocińca, bo w poprzednim zabrakło dla mnie miejsca. Nie płakałam żegnając się z przyjaciółmi. Tak naprawdę... Już dawno ich nie miałam, więc nie było z kim się żegnać. Nie byłam smutna z tego powodu. Przyjaciele nie odeszli dlatego, że przestali mnie lubić, ale dlatego, iż poprosiłam ich o to. Samotność mi nie przeszkadzała. Chciałam jej, bo innych potrafiłam już tylko ranić. Stałam się pusta w środku. Przyjaciele każdego nia patrzeli jak powoli umieram... Zmiany nie były widoczne na zewnątrz mnie. Zachodziły w środku, w mojej głowie. Próby zatrzymania ich, spełzały na niczym. Właściwie... Stałam się bardziej przygnębiona. Nowy sierociniec był piękny. Wyglądał na specjalnie zrobiony dla dzieci, ale raczej tych bogatych. Weszłam po schodach i zapukałam mosiężną łapką. Po chwili otworzyła mi śliczna kobieta o zachwycających oczach koloru szafiru i złotych włosach.
-Och, ty musisz być Keisy!-zawołała wesoło, wpuszczając mnie do środka-Przybyłaś już ostatnia. Chodź za mną.
Jak powiedziała, tak też zrobiłam. Poszłyśmy długim korytarzem, bogatym w kolorowe tapety i obrazy, aż weszłyśmy do ogromnej jadalnii. Moje oczy cieszyły się widokiem tego przepychu. Pierwszy raz widziałam tak wspaniałe rzeczy. W jadalnii siedziało około trzydzieściorga dzieci. Jak dla mnie znacznie za mało, by wypełnić sierociniec. Nic jednak nie powiedziałam i usiadłam na wskazanym mi miejscu. W sali panował gwar, a dziesięcioro opiekunów, nawet nie próbowało go uciszyć. Hałas panował tak długo, aż do sali wszedł siwowłosy starzec i zajął swoje miejsce w centralnej częśli stołu, niczym król. Nikt nie odważył się odezwać.
-Witajcie moje dzieci w Nowym domu-zagrzmiał jego władczy głos-Trafiliście tu z pewnością, z różnych powodów, ale jesteście tak samo ważni. W tym miejscu nie ma praw, które rządzą w innych sierocińcach. Z pewnością jest to miejsce lepsze dla dzieci posłusznych i grzecznych. Dla tych mniej skorych do współpracy, może stać się życiowym koszmarem.
Ciarki przeszły mi po plecach. Wszystko co mówił wydawało mi się przerażające.
-Teraz zjedzmy proszę kolację-kontynuował-, a później zostaniecie zaprowadzeni do swoich pokoji, gdzie będzie leżała kartka z regulaminem.
Po jego słowach do jadalni słurzący wnieśli wystawne jedzenie. Rozejrzałam się na boki. Po mojej prawej stronie siedział przystojny jasnowłosy chłopak, jednak gdy na niego spojrzałam, rzucił mi mroczne spojrzenie. Odwróciłam wzrok speszona.
-Nie martw się. Dla każdego to nowa sytuacja i niektórzy nie potrafią jej ogarnąć-uśmiechnęła się do mnie śliczna czarnulka, siedząca po mojej lewej-A tak w ogóle jestem Szeily.
Odwzajemniłam uśmiech.
-Keisy-powiedziałam i skinęłam jej głową-Hmm... Zauważyłaś może Szeily, że są tu tylko osoby wyglądające na czternaście lat?
Dziewczyna odgarnęła z czoła kosmyk czarnych włosów.
-Tak, to dziwne... Ale może o to chodzi? Chcą zrobić sierocinie dzielący się na osoby, o tym samym wieku?
Pokiwałam głową i zabrałam się do jedzenia. Na kolację podali duszoną wiepszowinę, która była przepyszna. Do końca posiłku nie odzywałam się chociaż słyszałam rozmowę Szeily z innymi osobami. Nie byłam pewna czy chcę coś zmieniać i szukać przyjaciół, więc siedziałam cicho, udając zamyśloną. Podczas jedzenia jeszcze kilka razy popatrzałam się na chłopaka obok. Wydawał mi się dość intetesujący... Po kolacji każdy z nas został zaprowadzony do swojego pokoju! Okazało się, że mam go dzielić z Szeily. Ale nie to było dla mnie zaskoczeniem, lecz to że pokoje były dwuosobowe! Wcześniej dzieliłam pokój z innymi pięcioma dziewczynami, które okropnie się kłóciły. Gdy weszłyśmy do pokoju, opadły nam szczęki. Dwa wielkie łoża z baldachimami, dwie szafy, sofa i fotel oraz stolik. Do ścian przystawione były dębowe biurka, a okna ozdobione zasłonami. Wszystko było ciemno brązowe i czerwone, a także złote. Na ścianach wissiały obrazy ze złotymi ramami. Podeszłam do stolika, na którym leżała kartka z regulaminem. Zaczęłam czytać na głos, podszas gdy Szeily położyła się na łożu.
-1.Nie wolno wychodzić ze swoich pokoi od 23.
2.Niegrzeczni wychowankowie zostają wydaleni z sierocińca.
3.Gdy ktoś zobaczy krew na korytarzu, natychmiast ma przyjść do dyrekrora.
4.Nie życzymy sobie wściubiania nosa w nieswoje sprawy.
5.Niepokojące dźwięki nocą, mogą pochodzić od zarzynanych zwierząt na posiłki, więc nie chcemy, by ktoś później drążył tematu.
6.Osoby, które chcą odejść z sierocińca, mogą to zrobić.
Zmarszczyłam brwi, a Szeily wstała z łóżka.
-Wow... Dziwne.-powiedziała dziewczyna.
-Taaak... No nic. Pewnie chcą nas nastraszyć.
Szeily pokiwała głową.
-Ja... Nie ma nigdzie mojej walizki-obejrzała się dookoła.
-Mojej też.
-Może w szafie?
Zajrzałyśmy do szaf i znalazłyśmy tam ubrania w swoim rozmiarze. Przepiękne ubrania! Ucieszone przebrałyśmy się i położyłyśmy spać, ale nie na długo...
~~~~~~~

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz