Powered By Blogger

czwartek, 1 stycznia 2015

Imagin z Liamem cz.~20

Rozdział 20

Następnego poranka leżałam w łóżku. Rozmyślałam o tym jak to będzie za 20 lat. Promyk słońca, który wdarł się przez nie dokońca zasłonięte żaluzje, rozbudził mnie całkowicie. Nie chciałam budzić Liama, po tylu nocach przebytych w szpitalu należał mu się odpoczynek. Wstałam jak najdelikatniej umiałam, wziełam pierwsze rurki z brzegu oraz jakąś koszulkę i poszłam do łazienki się ubrać. Obleciał mnie lodowaty dreszcz zimnego powietrza,więc ubrałam szarą bluzę mojego chłopaka, którą zostawił tu wczoraj. Wróciłam do pokoju po komórkę i zeszłam na dół. Wszyscy jeszcze spali więc nie chciałam ich budzić. Podeszłam do lodówki oczywiście nie było przygotowane nic do jedzenia, więc postanowiłam zrobić kanapki, a że u nas każdy je z czymś innym to troche mi to zajmie. Skończyłam robić kanapki pare minut po 7, ale to i tak było za wcześnie, żeby ich budzić, więc postanowiłam wyjść z psami na dwór. Wziełam Cynamona i Sydney na osobne smycze i poszłam do parku. W parku puściłam psy, żeby się wybiegały. Po pół godzinie wziełam psy i wróciłam do domu. W kuchni zastałam przestraszonego Louisa.
- Co się stało? - spytałam 
- Ukradli mi Sydney. - odpowiedział 
- Nie ukradli ci jej. Jest w ogrodzie z Cynamonem. Już ją wyprowadziłam.
- Dzięki, że ją wyprowadziłaś ale następnym razem zostaw mi wiadomość. Wiesz to takie moje oczko w głowie. 
- To  Sara nie jest dla Ciebie ważna? 
- Jest tak samo jak Sisi. Zrobiłabyś śniadanie a nie się mnie czepiasz. 
- Louis, otwierałeś lodówkę? 
- Nie. 
- To zrób to. 
Podszedł do lodówki i wyciągnął z niej talerz z kanapkami. 
- Dziękuje. - powiedział 
Zapażyłam kawe i poszłam na taras. Uświadomiłam sobie, że za tydzień święta a my jeszcze nic nie rozmawialiśmy. 
- O znalazłem moją bluze. - usłyszałam głos Liama.
- Kochanie, nie śpisz już? 
- Mam spać bez ciebie to wolę wcale nie spać. 
- Przepraszam, ale wstałam wcześnie więc zrobiłam śniadanie i wyszłam z psami. 
- Jesteś zbyt miła dla Louisa.
- Ty się mnie nie czepiaj tylko idź jeść śniadanie. 
- Dobrze jeśli pójdziesz ze mną, bo samemu mi się nie chce. 
- No niech ci będzie. 
Weszliśmy do kuchni Liam wziął z blatu kanapki, a ja nalałam sobie kawy. Wszyscy zaczeli się powoli schodzić. Byli zaspani więc postanowiłam wlać im kawy. Przynajmniej podziękowali. Po śniadaniu wszyscy siedzieli w salonie zdecydowałam, że skorzystam z okazji i powiem o świętach. 
- Hej mam sprawe. - nie słuchali mnie więc wyłączyłam telewizor 
- Ej!!!! - krzykneli wszyscy 
- Teraz będziecie mnie słuchać. Jak pewnie wiecie za tydzień jest Wigilia i trzebaby coś przygotować. 
- Co ty chcesz przygotowywać? Przecież każdy z nas spędzi je z rodziną. - powiedział Niall.
- Co wy na to, żeby zaprosić naszych rodziców i zrobić jedną wielką Wigilię u nas? - spytałam 
- Jestem za. - powiedziała Luiza 
- Ja też. - odezwała się Sara
- No i ja. - poparła nas Laura.
- Jeśli się zgodzą nie widzę przeszkód. - powiedział Liwm.
- No to telefony w dłoń i dzwońcie. - powiedziałam i wszyscy chwycili swoje telefony, ja nie dzwoniłam, bo robiła to Luiza 
- Moi będą. - powiedział Harry.
- Nasi również. - powiedziała Luiza 
- Moi też. - powiedziały równo Laura i Sara.
- Będą. - powiedział Liam, a Nial i Louis kiwneli głowami na znak, że ich też będą 
- Skoro będą wszyscy to trzeba się wybrać na zakupy i zacząć przygotowania. - powiedziałam 
- To jedziemy. - zawyrokowały dziewczyny 
Trochę nam zajęło zebranie się. Oczywiście nikomu się nie spieszyło. Po godzinie wszyscy udali się do innych supermarketów. Ja z Liamem Luiza z Niallem, Sara z Louisem i Laura z Harrym. To co nas interesowało to oczywiście bombki, lampki na choinkę i inne świąteczne ozdoby. Weszliśmy też do spożywczego, żeby kupić produkty do przygotowania czegoś smacznego. Robienie Wigili dla tak dużej ilości osób to nie lada wyzwanie. Na wystawie sklepu z odzieżą zauważyłam piękną czerwoną sukienke.Weszłam do środka, żeby ją przymierzyć. 
- Wychodzisz, kochanie? - spytał Liam kiedy byłam w przymierzalni
- Tak. - wyszłam 
- I jak? 
- Wyglądasz cudownie. - powiedział i cmoknął mnie w policzek
Weszłam spowrotem do przymierzalni, włożyłam swoje ubrania. Zapłaciliśmy i wyszliśmy pojechaliśmy do domu. Siedziałam w pokoju i czytałam książkę kiedy usłyszałam krzyk Liama:.
- Nath masz gościa! 
Zeszłam na dół. W salonie stała Kristen. 
- Kristen. - powiedziałam i przytuliłam ją 
- Cześć Nath. Nie widziałam cię od urodzin Liama.
- Mogłabym powiedzieć to samo. 
- Dasz się wyciągnąć na spacer? - spytała 
- Jasne. 
Ubrałam się i wyszłyśmy. Poszłyśmy do parku. 
- Co tam u Ciebie słychać? - spytałam kiedy usiadłyśmy na ławce
- Dlatego chciałam się z tobą spotkać. - podniosła dłoń a na jej palcu był piękny srebny pierścionek 
- O mamo! Robert ci się oświadczył? - spytałam podekscytowana 
- Tak. 
- Znacie już datę. 
- Będziemy jeszcze ustalać. Mam do ciebie prośbe. 
- Słucham cię jak radia. 
- Zostaniesz moją druchną? 
- Ja? Naprawdę? 
- Tak. Tylko proszę cię nikomu ani słowa, bo obiecałam, że narazie nikomu nie powiemy. 
- Masz moje słowo. 
- To dobrze. A co tam u was słychać po urodzinach Liama? 
- Powoli. Powoli. 
- Opowiadaj. Zaczełam jej opowiadać wszystko co się wydarzyło. Wieczorem odprowadziła mnie do domu, a sama pojechała do siebie.>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>> Mysle ze sie podobało,komentarze mile widziane.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz